Dziecko wyjechało do Anglii na dwa miesiące Wstępnie. Taki jest plan A. Plan B przewiduje zostanie na Wyspach na rok. Umówmy się, że to „dziecko” to relacja a nie kwestia dojrzałości, bo jak wiedzą wszyscy, którzy znają Lolkę i wszyscy, którzy mnie czytają – „dziecko” jest dorosłe ( nie lubi tego ale jest), mądre i dobre.
Taka dygresja na marginesie: Musiałam nieco zweryfikować filozofię życiową. Zawsze (z jednym małżeńskim wyjątkiem) leciałam na mężczyzn młodszych ode mnie. W większości przypadków z wzajemnością. W ogólniaku podobali mi się chłopcy z młodszych klas, na studiach wyszłam za mąż i wróciłam na „rynek” przed trzydziestką. Wtedy upierałam się, ze 10 lat różnicy wieku to absolutnie max do przełknięcia. Potem zaczęłam nonszalancko twierdzić, że „wszyscy dorośli są w tym samym wieku” i „wiek, to nie jest najważniejsze kryterium oceny”. Właściwie nadal tak uważam, ale pojawiła się nowa kategoria. Dzieliłam dorosłych mężczyzn na dwie grupy: „podoba mi się – mogłabym być zainteresowana” albo „nie podoba mi się – wykluczam”. Tak oceniając na poziomie id. Doszła trzecia kategoria „podoba mi się – mogłabym ewentualnie adoptować”. Zamiast libido uruchamiają mi instynkt macierzyński. To ci mniej więcej w wieku Lolki.
Ale do rzeczy. Dziś zadzwonił do mnie nieco spanikowany ojciec Lolki, bo dowiedział się, że DZIECKO! ZA GRANICĄ! Samo, biedne, głodne IDODOMUDALEKO!
– Kochanie, nie powiedziałaś ojcu, że wyjeżdżasz? – złapałam Lolkę na fejsie
– Jakoś się nie złożyło, myślałam że wie, że mu ciotka powiedziała. Rozmawiałam z nim, ale coś nam przerywało na łączach
-Ciotka mu powiedziała wczoraj i chyba zareagował histerycznie, bo chce ze mną porozmawiać. Czy jest coś czego nie powinien wiedzieć? Nie chcę go wytrącać z jego strefy komfortu – zapytałam
– Mamuś, skoro się z Toba umówił to on już jest poza strefą komfortu. Uspokój go jeśli dasz radę. Poza tym fascynujące jest to, że on nadal myśli, że my dwie ze sobą nie rozmawiamy chyba – powiedziała Lolka
– Faktycznie:))) – olśniło mnie – On myśli, że ja do Ciebie ewentualnie MÓWIĘ a Ty mnie ewentualnie SŁUCHASZ
– Tak – wtrąciła Lolka – A i tak robię co CHCĘ xD
– A ja Ciebie BRONIĘ cokolwiek zrobisz – uzupełniłam
A my rozmawiamy. Wymieniamy zdania, słuchamy, upewniamy się czy właściwie dotarło, irytujemy się, sprzeczamy, wygłupiamy. Szanujemy się, szanujemy swój czas i swoje zdanie. I wiecie co? Bierzemy się pod uwagę.
To zupełnie inaczej niż w polityce. Jestem zmęczona polityką, bo tak naprawdę wcale nie chce jej śledzić i nie chcę się bać. Ja mam co robić. Nie mogę jednak tak zupełnie biernie przyglądać się wydarzeniom jak Niemcy w trzydziestym trzecim. Ja oglądałam „Kabaret” Boba Fosse’a. Ten scenariusz zadziałał w III Rzeszy, w Indonezji w 65’, w Rwandzie w 94’ zadziałał już tyle razy, że można go wdrażać jak plan.
Podział – kryzys – prowokacja – krew i śmierć
Im więcej krwi i śmierci tym większy interes do ubicia.
Wojna to czas dla biznesmanów a nie bohaterów. Nie straszę wojną. Wojną trwa nieustannie od początku ludzkości. To, że „żyjemy w pokoju” od czasu II wojny światowej to złudzenie. Wojna się nie skończyła, po prostu politycy i biznesmeni nauczyli się nią ZARZĄDZAĆ. Nie bójmy się wojny, był czas do niej przywyknąć. Codziennie gdzieś na świecie na wojnie giną ludzie. Codziennie. I na nikim nie robi to wrażenia. Udajemy, że wojny nie ma, że taka malutka i daleko, to się NIE LICZY. Liczy się odpowiednio wypromowana pojedyncza bomba w metrze, ciężarówka na deptaku, samobójca zamachowiec w teatrze. Nie dam się zastraszyć zamachom terrorystycznym, nie boję się śmierci. Boję się, że doprowadzona do ściany nienawiści, JA zacznę dzielić, odczłowieczać, zabijać.
Co robić? Nie wiem.
Jestem dzieckiem Oświecenia i Pozytywizmu. Wierzę w edukację i pracę u podstaw. Bardzo chcę wierzyć w ludzi.

Dostałam się do konkursu prelegentów filmowych. Dzięki za dobra energię, będę jej jeszcze potrzebować.
Szykuje mi się druga tura szkoleń w stolicy. Właściwie siedzę na walizkach i czekam tylko na potwierdzenie terminów.
Zrobiłam porządki w szafie według zasady – wyrzuć wszystko co cię nie uszczęśliwia. Okazało się, że łatwo mnie uszczęśliwić. Duch Mamuta robił porządki ze mną. Niestety. W związku z tym mam:
– torbę sukienek rozmiar za małych (przecież schudnę)
– torbę ciuchów rozmiar za dużych ( przecież jak będę miała maszynę do szycia to sobie dopasuję)
– całą półkę rzeczy, które będę mogła nosić jak je wyprasuję (gdzie jest żelazko???)
– reklamówkę rzeczy do oddania.
Okazało się też, że mam w czym chodzić. Tylko bieliznę muszę dokupić. Potrzebuję majtek w groszki.
Poleżałabym sobie na plaży, ale huśtawka pogodowa doprowadza mnie do furii.
A tak ogólnie to na moim prywatnym podwórku jest dobrze. A co u Was?