Dzien najgorszy
Najtrudniejszym odcinkiem na tej trasie do Santiago jest podejscie z Porte de Lima do Rubiães. Osiemnascie kilometrow pod gore, kamienista droga przez las. Dla.Tetetki byl to pierwszy dzien marszu
Pierwsza godzina za ponte de lima zaczelysmy spotykac innych pielgrzymow. Miedzy innymi emerytowanwgo francuskiego policjanta Denisa, ktory akuarat szedl w przciwna ale bardzo przejal sie nami. Bardzo. Sprawdzil czy dobrze nam.leza plecaki, obejrzal nasze buty, pokrecil glowa z powatpieniem .
– nie dacie rady- zawyrokowal – przeszwdlem te trase 5 razy ale wy za piewszym razem nie dacie rady. Ja juz jestem na emeryturze i sobie chodze. Mam zdolnosci terapeutyczne, dobra energię to chociaz was usciskam.
I wysciskane poszlysmy dalej z lekka obawą. Po kolejnej godzinie zglodnialysmy. Na szczescie dotarlysmy do restauracji o wiele mowiacej nazwie
„Last time” i zjadlysmy potezny obiad. Uzupelnilysmy zapas wody i ruszylysmy dalej. Tetetka dowiedziala sie od czata GPT ze wlasciwie najgorszy odcinek za nami
– eh ci faceci, nie docenil nas ten policjant.
– bylo ciezko, ale spodziewalam sie gorszych warunkow. Straszyli tylko.
Dokladnie ten moment wykorzystala zla godzina i zaatakowala znienacka.
Zaczelo sie. Naprawde na kazdy krok trzrba bylo uwazac. Kocham moje sandaly, nadal polecam, ale zbieraly kamyczki. Co jakis czas musialam robic przystanek i skrupulatnie sie ich pozbywac. Po kolejnej godzinie Tetetce skonczyla sie cierpliwosc.
– Poczekaj, zrobmy przerwę, opierdole czat GPT – i dosc stanowczo oznajmila mu ze to byl chyba ponury zart ze jesli tamto bylo najgorsze to to teraz to co to do cholery bylo???
– masz rację, bylem zbyt optymistyczny w ocenie. Dopiero teraz pokonalyscie najgorszy odcinek teraz bedzie lepiej.
Minęla nas grupa rowerzystow. Wygladalysny żałośnie, bo sie zainteresowali czy nie potrzebujemy pomocy.
Nie potrzebowalysmy. Nawet im troche wspolczulysny.
– jednak oni maja gorzej, pod ta ostatnia gorke musieli chyba te rowery niesc
– tak, z rowerem zupelnie nie dalabym rady. Dobrze, ze juz najgorsze za nami…
Tak, niczego nas to podejscie nie nauczylo poki nie stanelysmy przed kolejnym z niedoeierzrniem gapiac sie na strzalke.
– to chyba jakis zart. Ta strzalka chyba oznacza ze mamy wejsc na to drzewo i wzywac pomocy.
– Moze to ostatnie podejscie? Czat mowi ze tym razem to juz naprawde z gorki.
Przed kolejnym podejsciem na kamieniu biala farba bym wypisany nr na taxi. Troche to eyglafalo na zart, bo bylysmy w miejsco nietknietym kolem a co dopiero czterema kolami.
– Na wszelki wypadek zrobię zdjecie tego numeru.
Tetetka opierdalala czat uzywajac slow obelzywych. Czat kajal sie i obiecywal ze teraz tojuz naprawde z gorki. Rzeczywiscie stalysmy na jakiejsc gorze z ktorej rozposcieral sie przepiekny widok.
– Uff, dalysmy radę. Moze to i lepiej, ze nas oklamal, mialysmy wieksza motywację.
– tak, spelnial role papy smurfa „daleko jeszcze papo smerfie?””nie, niedaleko”.
– poza tym, skoro tam byl numer na taksowke to musi byc gdzies w poblizu droga.
Przed kolejnym podejsciem gdzie strzslka znow wskazywala gore bolaly nas plecy, kolana, biodro i konczyla nam sie woda.
– Ja pierdole! Nie wierzę! – powiedzialam, to sie chyba nigdy nie skonczy
– pomysl , ze te droga wydeptywali pielgrzymi przez setki lat. To musi byc najkrotsza droga. Poza tym w miescie jest goraco a tu mamy jednak troche cienia.
– Ale powiem jeszcze gnojowi, ze znow sie pomylil
– I co odpowiedzial?
– ze rzeczywiscie mam racje
Na ostatnich nogach dotarlysmy do miejsca, na ktorym znow byl numer na taksowke. No teraz to juz musk byc koncowka!
To nie byla koncowka ale tej nie opowiem bo same bylysmy zgorszone tym jakie slowa znamy.
Dotarlysmy do Rubiaes wyczerpane, odwodnione, brudne i zlorzrczace.
Nie zrobie ani kroku dalej zamawiaj Bolta.
– podejdzmy jeszcze troche, bo nie ma dostepnych kierowcow wczesniej niz za 45 minut. Pewnie mecz.
Doszlysmy do jakiegos schroniska, musialysmy dotrzec do Valency.
Wiedzialysmy ze tam nie dojdziemy od poczatku, ale tam mialysmy rezerwacje bo tam miala doleciec Anka olsztynska. Nie doleciala , ale rezerwaca nam zostala.
W schronisku napilysmy sie wody, Tetetka poznala jakiegos mileho Wlocha i poczekalysmy na taksowke.
Schronisko w Valency
…………………..
Tu skasowalam duzy fragment bo ulalo mi sie w nim tyle frustacji, ze mi kapalo z zebow jadowych przy pisaniu.
Jaki to byl koszmar! Pokoj wilgotny, posciel wilgotna przykryta jakas klejaca kapą, miejsce dokladnie w srodku niczego. Kuchnia zamknieta, a ja marzylam o czym innym do picia niz woda z kranu w tej zatechlej lazience.
Namowilam Tetetke zebysmy jeszcze zrobily te dwa kilometry do miasta
– tam musi byc jakas cywilizacja!
Nie bylo. Bylo ok 21.00 i wszystko zamkniete na glucho. Odbilysmy od chyba szesciu miejsc ktor mialy byc otwarte i nie byly. Apokalipsa przeszla w koncu znalazlysmy jakis sklepik w ktorym byla woda i stare ciastka. Wrocilysmy do schroniska.
– a tak sie raklamowali, ze nawet basen maja.
– ta plastikowy koszmar chyba mieli na mysli
Tetetka poszla spac a ja poszlam nienawidzic. Poszlam do ogrodu, bo tylko tam bylo ludzkie powietrze. Omal nie usiadlam na kompletnie mokrym siedzisku.
– Kurwa! Nie! – wyrwalo.mi sie
Postanowilam valency obsmarowac tak bardzo zeby sie juz nie podniosla
„Nie polecam” – zanotowalam stanowczo , znalazlszy sucha lawke. Dlugo sie nie nasiedzialam bo bez ostrzezenia wlaczuly sie…zraszacze.
– kurwa mac! Nienawidze Valency.
Ramo okazalo sie ze nie dosc ze nie wyschly nam rEczy wyprane, to.jeszcze zawilgotnialy te ktore mialysmy w plecaku.
Na sniadanie dostalysmy po naparstku kawy i bulce.
Moglysmy tez kupic wisniowke i sliwowice, ale zaniechalysmy.
Na porzadne sniadanie poszlysmy do Tui. Tam wrocilo mi zycie i humor.
Nawet nie dalam sie tak pezekonac Tetetce.
– Hiszpania jest lepsza – oswiadczyla
– Portugalia jest lepsza – zaoponowalam -z wyjatkim Valency
– Twoj osąd jest stronniczy i niewiarygodny
– zgodze sie , ze moze miec nieweilki wplyw na moj osad pewien wielbiciel piosenek z hinduskich filmow.
– ciesze.sie ze.masz tego.swiadomosc.
Wieczna milosc Fabiano byla jak GPS dzialala w ograniczonym zasiegu 85 kilometrow, co i tak uwazam za wyczyn dosc imponujacy:) Dzis nie dostalam nawet marnego smsa. Smuteczek:)
Czas na podsumowanie. Połączyła nas moja szlochająca żałosność i kino bollywood. Z jego perspektywy bylam osmarkaną kupą nieszczescia do uratowania. On był moim bohaterem a „mężczyzna pozostaje zazwyczaj bardzo długo pod wrażeniem, jakie zrobił na kobiecie” (to Tuwima:).
Nie mam żalu do Fabiano i mam nadzieje ze on nie ma zalu go mnie o te ostatnie obietnice bez pokrycia. Moze mu nawet ulzyło? Moze w innym czasie, w innym swiecie? Niedokonczone historie dobrze sie wpomina i są inspiracją pisania
.
Czy mnie to czegos nauczylo?
Niczego:)





