Słyszałam wiele razy, że praca w księgowości to nudy. Nuuudy. Nie wierzcie w to. Mam przyjaciółki w biurze rachunkowym. Przestałam być księgową z dziesięć lat temu, bo to jednak nie na moje nerwy. Zostałam przy kadrach i też bywa ostra jazda bez trzymanki.
Moja przyjaciółka prawniczka kocha „Na dobre i na złe” a nie znosi wszelkiej maści seriali prawniczych, bo mówi, że się nijak mają do jej prawdziwej pracy. Znajomy lekarz ma dokładnie odwrotnie, w serialach medycznych wkurza go to oderwanie od rzeczywistości za to „Prawo Agaty” owszem lubi. Nie przyzna się publicznie, ale lubi (Agnieszka Dygant go kręci). Pewna żona policjanta mówi, że owszem mąż ogląda czasem amerykańskie seriale o pracy policji, ale płacząc, zużywa przy tym paczkę chusteczek. Prawidłowość jest mniej więcej taka, że scenariusze piszą laicy, którzy sobie oczywiście pracę lekarza, policjanta czy prawnika wyobrazić potrafią. Im mniej wiedzą, tym odważniej sobie wyobrażają.
Nie ma serialu o biurze rachunkowym.
Niesłusznie, ładnie łączyłby wszystkie trzy branże.
A tymczasem wczoraj do pewnego biura rachunkowego weszła policja (departament do spraw przestępczości gospodarczej) z prokuratorskim nakazem zabrania całej dokumentacji firmy X. Pracownice nie stawiały oporu, nie utrudniały czynności, więc dwaj całkiem przystojni panowie chętnie dali się namówić nie tylko na kawę i ciastko, ale też na pomoc. W rezultacie dziewczyny przygotowały dokumenty do oddania a panowie przy kawie zaczęli „sypać”. Że to paskudna sprawa. I że za kare ich oddelegowali. Nikt nie chciał ścierwa tykać kijem do szczotki, ale udziałowcy wzajemnie złożyli na siebie doniesienie o działanie na szkodę spółki, zawiadomienie o przestępstwie defraudacji majątku spółki, nękania, zniesławienia, zakładania nielegalnych podsłuchów i inne.
A to wszystko miłość, moi drodzy. Historia zaczyna się na jednej z plaż półwyspu Iberyjskiego, kiedy to piękna, długonoga, niebieskooka i blond-włosa rodaczka na wakacjach poznaje ognistego Hiszpana. Piorun sycylijski, bratnie dusze, te sprawy. Ona wróciła do Polski zakochana a on dołączył do niej kilka miesięcy później. Rozwiedli się z dotychczasowymi partnerami i założyli razem firmę X. Ach! Co to była za lovestory! Firma kwitła nie gorzej niż ich miłość. W międzyczasie on zadomowił się w Polsce, kupił posiadłość, w której oczywiście mieli mieszkać razem, ale na razie przeprowadził się sam, żeby dopilnować remontów, dekoracji wnętrz gniazdka. I mogłoby tak trwać, gdyby pewnego dnia nie przyszła do Onej pewna pani stomatolog- protetyk i nie rzekła:
– Moja droga, załatwmy to między sobą. On Cię już nie kocha, jest z Tobą wyłącznie dlatego, że łączy was firma i jakiej wspólne zobowiązania. Nie chcę wdawać się w szczegóły, więc mam propozycję. Zapłacę Ci to, co On jest Ci winien i go puść. I niech to zostanie między nami.
Ona, która się jeszcze nie otrząsnęła po ostatniej upojnej nocy, najpierw zbladła, potem poczerwieniała a potem trafił ją potężny i imponujący szlag.
– No chyba kurwa nie!
Zaangażowała detektywów, zrobiła prywatne śledztwo i kilka tygodni z jego wynikami udała się do pani stomatolog. Okazało się, że ognisty Hiszpan bynajmniej się nie ograniczał i kochanek miał kilka. Jakaś dyrektor oddziału banku, kierowniczka działu podatku VAT w US, ważna urzędniczka w urzędzie gminy. Obie panie zaprzyjaźniły się i pojechały wspólnie na urlop do Egiptu, żeby od wiarołomcy uciec.
Już jednak wiemy, jak gorący piasek działa na Oną. Przywiozła sobie z Egiptu 10 lat młodszego przewodnika wycieczek. Hiszpanowi rzuciła w twarz zdjęcia z innymi paniami i sucho oświadczyła, że od tej pory łączyć ich będą wyłącznie kwestie zawodowe. Nowego kochanka – nazwijmy go Przewodnik – zatrudniła w firmie na wysokim stanowisku.
Hiszpan najpierw się kajał i przepraszam a jak przyłapał Przewodnika na rozkosznym tête-à-tête z niedoszłą narzeczoną to teraz jego szlag trafił.
No i od kilku miesięcy mamy wojnę państwa Rose. Robią sobie publicznie awantury, śledzą się , podsłuchują, zbierają świadków. On wynajął kogoś, żeby obił Przewodnika, ona poradziła życzliwie kochankom, żeby zrobiły sobie badania pod kątem chorób wenerycznych. W rezultacie pewna dyrektor oddziału banku spoliczkowała go i kopnęła w przyrodzenie. Zabierają sobie samochody, blokują dostępy do kont, szkalują się wzajemnie przed kontrahentami i … podobno znów ze sobą sypiają.
Pewnie nastąpi jakiś ciąg dalszy.