W realu bez zmian – pracuję, filmy oglądam, z córką czas spędzam, z przyjaciółkami się spotykam, uczę się, słoiki robię, mieszkanie urządzam, długi spłacam. Jest dobrze. Niekoniecznie łatwo, ale dobrze. Życie wirtualne przeniosło mi się z blogów na portale społecznościowe, bo szybciej, łatwiej, niecierpliwie. Blogi wymagają poświecenia odrobiny czasu i myśli a odzew jest dużo mniejszy.
Uwielbiam pisać i nie zamierzam zarzucać pasji, ale już mi pokrywka od nadmiaru pary nie podskakuje, gotuję się, gdzie indziej. Krwi też upuszczam na fejsie:).
Dawno miałam napisać o uchodźcach, a raczej o naszych medialnych reakcjach na uchodźców, ale brakowało mi słów. Nie potrafię wyrazić jak jest mi przykro, jak tracę wiarę w ludzkość. Skrzętnie notuję w pamięci wypowiedzi osób publicznych i znajomych w kwestii uchodźców. W kwestii moim zdaniem bezdyskusyjnej. To nie czas i miejsce na rozważania „czy pomagać?”, tu nie ma prawdy, która „leży po środku”.
Jest ludzkie życie na szali.
Dyskutować to możemy o tym, czy mamy moralne prawo nazywać jakiegokolwiek człowieka „nielegalnym”? I to w Polsce, która istnieje dlatego, że przez 123 lata ludzie nielegalnie o nią walczyli.
Dyskusyjna jest idea narodów, która pojawiła się zaledwie 300 lat temu, po to by łączyć a została wykorzystana do wywołania dwóch wojen światowych, wielu lokalnych konfliktów zbrojnych i (jeśli nic z tym nie zrobimy) będzie przyczyną trzeciej wojny światowej. Może czas z nią skończyć?
Dyskutować powinniśmy o sensowności istnienia granic państwowych, wiz, pozwoleń na przekroczenie tychże. Komu służy to, że nie każdy człowiek nie może się swobodnie przemieszczać?
Dyskutujmy o JOWach, sześciolatkach w szkole, podatkach, o religii w szkołach i lasach państwowych. Dyskutujmy o rzeczach, gdzie ścierają się światopoglądy, gdzie każda strona może mieć swoje racje, gdzie można mieć zdanie takie czy śmakie i nadal być przyzwoitym człowiekiem.
Nie dyskutuję o prawie człowieka do życia.
Staram się nie reagować agresją na podłe, rasistowskie wypowiedzi, ale bywa ciężko. W pierwszym odruchu nienawidzę tych, którzy odmawiają uchodźcom wstępu do Europy. Nienawidzę i życzę im wszystkiego najgorszego z losem uchodźcy na czele.
Ja się jednak reflektuję i idę po rozum do głowy. Wiem, że nienawiść rodzi nienawiść, bliska mi jest filozofia Gandhiego i umiem wyciągać wnioski z historii. Wiem, że wszystkie ludobójstwa zaczęły się od strachu, nienawiści i dehumanizacji.
Ciągle wierzę, że nie jesteśmy źli. Przynajmniej większość z nas. To my gramy od ponad 20 lat Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy, to pośród nas jest najwięcej Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata, my stworzyliśmy Solidarność.
Niech z moim imieniu mówi Szymborska a zamknie gębę Gowin.
Jacyś ludzie w ucieczce przed jakimiś ludźmi.
W jakimś kraju pod słońcem
i niektórymi chmurami.
Zostawiają za sobą jakieś swoje wszystko,
obsiane pola, jakieś kury, psy,
lusterka, w których właśnie przegląda się ogień.
Mają na plecach dzbanki i tobołki,
im bardziej puste, tym z dnia na dzień cięższe.
Odbywa się po cichu czyjeś ustawanie,
a w zgiełku czyjeś komuś chleba wydzieranie
i czyjeś martwym dzieckiem potrząsanie.
Przed nimi jakaś wciąż nie tędy droga,
nie ten, co trzeba most
nad rzeką dziwnie różową.
Dokoła jakieś strzały, raz bliżej, raz dalej,
w górze samolot trochę kołujący.
Przydałaby się jakaś niewidzialność,
jakaś bura kamienność,
a jeszcze lepiej niebyłość
na pewien krótki czas albo i długi.
Coś jeszcze się wydarzy, tylko gdzie i co.
Ktoś wyjdzie im naprzeciw, tylko kiedy, kto,
w ilu postaciach i w jakich zamiarach.
Jeśli będzie miał wybór,
może nie zechce być wrogiem
i pozostawi ich przy jakimś życiu.
[wiersz Jacyś Ludzie z tomu Chwila, 2002]
Jeszcze możemy to zatrzymać.