agresywny marketing

Nakrzyczała  na mnie jedna pani w telefonie i się rozłączyła energicznie nie dając mi szansy na użycie zębów jadowych. I pozostawiła mnie w takim stuporze.  To się nie mogło dobrze skończyć, bo zaczęła rozmowę od pytania  „Czy mieści się pani w przedziale  45-75”. No jak można odpowiedzieć prawdę na pytanie i się nie zdenerwować? „ Mieszczę się” powiedziałam – „ale miła nie będę” pomyślałam niechętnie i niechęć  ta musiała buchnąć w słuchawkę z wielką siłą. „ Chciałam zaprosić Panią  na (…)  w czwartek 12 maja przy ulicy … „

– W Olsztynie nie ma takiej ulicy -warknęłam

– W Olsztynie ? W Głogowie!

– A skąd Pani ma mój numer telefonu?   Proszę sobie zrobić notatkę… – zaczęłam  cedzić

– Nie będę żadnych notatek  robić! To Pani wina! Tak ma  Pani w internecie! Pani podaje fałszywe dane!   – i rozłączyła się

Ciekawe,  co jeszcze mogę mieć  w internecie?  

Wrzuciłam swoje dane  w Google i znalazłam  wywiad ze mną z czasów prowadzenia firmy; trzysta linków do trzystu informacji biznesowych prowadzących do firmy, która od dawna nie istnieje ; stronę , gdzie można kupić meble kolonialne (zapisałam sobie);  aktualne  zdjęcie mojego kolegi z klasy ogólniackiej.

Do Was też zadzwoni ta Pani i nakrzyczy.



polaryzacja

Nie mam telewizora od 10 lat, unikam programów publicystycznych opartych na „ustawkach”, staram się nie czytać frondy, ziemkiewicza, cejrowskiego (proszę mnie nie poprawiać, pisownia zamierzona) i nie chodzę do kościoła. Wydaje się, że robię dużo, żeby omijać politykę. Mimo to, polityka zdominowała moje życie osobiste, zawodowe i pożera sporą część czasu przeznaczanego wcześniej na pielęgnowanie pasji. Z każdej strony czyha na mnie konieczność jakiegoś wyboru strony i zajęcia stanowiska. I nie są to błahe sprawy. We wszystkich chodzi o życie. O życie moje, mojego dziecka, moich przyjaciół. Jak przejrzałam swoje wpisy na fejsie to okazało się, że niemal wszystkie są zaangażowane politycznie. Spada mi poczucie bezpieczeństwa i rośnie poczucie zagrożenia. 

Wracałam wczoraj do domu dzierżąc pod pachą „Świat bez końca” Folletta. Czarna okładka złocone litery, na pierwszy rzut oka wygląda jak biblia. Domyśliłam się, jak złapałam w tramwaju czyjś niechętny wzrok. Zawstydziłam się.

A przecież to ja:

czytam w miejscach publicznych i śmieję się w głos

bez oporów wychodzę do sklepu w kapciach i pidżamie, 

uważam, że skarpetki nie muszą być jednakowe, żeby do siebie pasować,

wyznaję, że kocham Bollywood i orientuję się, kto jest kim w „Modzie na sukces”

nie boję się publicznie występować

Mamut mówiła, że wstydu nie mam i słusznie. Nie ma we mnie lęku, przed tym, że „ktoś coś sobie o mnie pomyśli” albo niesprawiedliwie mnie oceni.

A jednak wczoraj wstydliwie ukrywałam książkę, żeby nikt sobie nie pomyślał, że to biblia.

Dlaczego?

Bo widzę wokół jak bardzo się podzieliliśmy. Jeszcze rok temu nie miałam pojęcia kto z klientów na kogo głosował, jakie ma zdanie na temat publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego ani co sądzi o zarządzaniu stadniną koni w Janowie Podlaskim. Nie wiedziałam, kto jest ministrem obrony narodowej, ani szefem telewizji publicznej. A teraz wiem. Wszyscy wiedzą i mają ZDANIE. Najczęściej jedno z dwóch radykalnych zdań a Wielki Kanion między nimi. 

Wczoraj wstydziłam się ze strachu, że ktoś mnie „przyłapie” po niewłaściwej stronie tej przepaści, bo ja też się spolaryzowałam. Nie mam siły, cierpliwości ani nawet chęci, żeby dyskutować z „druga stroną”. Nie jestem ciekawa ich* argumentów, nie widzę miejsca na dialog, bo podejrzewam złe intencje w najlepszym wypadku oraz o głupotę w najgorszym. Nie dość, że oceniam  w ogóle, to jeszcze  oceniam źle. I nie wiem, kiedy to się stało i jak. Nie wiem też jak to zatrzymać.

Życie w strachu albo na permanentnym wkurwie prowadzi do wojny. Tak się przecież nie da funkcjonować normalnie.

Chcę uciec.

 

 

*ONI – to w moim świecie: rasiści, nacjonaliści,mizogini, wyznawcy rozmaitych bogów, w imię których wydaje im się, że mogą zabijać (u nas to głównie katolicy) i ci, którzy odmawiają praw człowieka mniejszościom, bo … (wstawić dowolne i tak dalej nie słucham). 

dobra, zmiana

W ramach zachowania równowagi, jedna przyjaciółka się rozwodzi a druga wychodzi za mąż. Trzymam kciuki za obie.

U mnie bez zmian. Przynajmniej w kwestii stanu cywilnego:).

Zakończyłam przygodę z portalem randkowym w trybie natychmiastowym. Zaprawdę powiadam wam (parafrazując Tischnera) nie spotkałam jeszcze kobiety, która straciłaby wiarę w mężczyzn przez feminizm, za to jestem pewna, że randki zbierają bogate żniwo. Jeszcze chwila, jeszcze jeden głupi tekst zostawiłbym z bliznami na psychice. Nawet mi się nie chce badać zjawiska socjologicznie. Ogólnie: fu! Głównie z powodu żonatych facetów szukających seksu na boku. 

Słyszałam, że w Hongkongu prawo pozwala kobiecie zabić bezkarnie niewiernego męża pod warunkiem, że zatłucze gołymi rękami. Tak, że drogie panie policzcie czy nie bardziej niż rozwód opłaca Wam się egzotyczna wycieczka. Chociaż mnie by się chyba nie chciało.

W telefonie komórkowym, niektóre osoby zapisuję sobie tak, żebym od razu wiedziała, z kim mam do czynienia i nie dała się wkręcić. Zwłaszcza, że ja jestem erotycznie wrażliwa na tembr głosu, więc podatna na „atak” telefoniczny.  Zwyczaj mój bardzo się sprawdza w czasie trudnych rozstań. Jak dzwoni „mój misio” to budzą się miłe wspomnienia a jak „popapraniec emocjonalny” to od razu łapiemy pion. Jeden z mój były dzwoni do mnie po pijaku dwa razy do roku, bo mu się przypomina, że „jestem miłością jego życia”. Zapisałam go jako „toksycznego chuja” i nawet mi się odbierać telefonu nie chce.

A dzięki spt były mąż mojej koleżanki właśnie został zapisany w telefonie jako „puszczalski cipeusz”. I się dziwi „dlaczego ona się taka twarda zrobiła?”.

 

A do Was wiosna przyszła?

zez

Portale randkowe nie są dla mnie, niestety. Jestem ogólnie zdegustowana i zniechęcona. Nie zamknęłam profilu tylko dlatego, że przyszło mi do głowy, żeby socjologicznie się przyjrzeć zjawisku. W wolnej chwili. 

Zweryfikowałam przekonanie, że jestem łatwa. Okazuje się, że nie jestem. Jestem za to zarozumiała i niewdzięczna. W związku z tym „dział łał” raczej zdechł:)

Polityki staram się unikać, bo nie chcę być Kasandrą. I nie chcę się bać.

A chodzi za mną gorzkie przemyślenie o tym do jakiego stopnia wciąż kobiety są przedmiotem dla mężczyzn. Przedmiotem często cennym, czasem wręcz czczonym ale jednak przedmiotem.

Trafiłam przypadkiem na dyskusję pod informacją, że 24 kwietnia 2016 major Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” ma spocząć na warszawskich Powązkach Wojskowych. Obecność na uroczystości (uroczystości!) zapowiedział Andrzej Duda.

Rzadko zapominam języka w gębie, ale w tej sprawie mnie zatyka. Naprawdę brakuje mi słów, żeby z taka mocą jaką czuję wyrazić swój sprzeciw. Gniew.  Właściwie mam ochotę tylko powtarzać NIE. Nie. Nie.  „Łupaszka” jest odpowiedzialny za zbrodnię we wsi Dubinki, gdzie zginęło 27 bezbronnych osób, w tym głównie kobiety i dzieci. Najmłodsze dziecko miało 2 miesiące.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla takiego morderstwa. Żadnego. Nic nie jest warta idea, jeśli w jej imię z premedytacją zabija się dzieci. Tak, znam kontekst wydarzeń. Wiem, co było wcześniej i też potępiam. Ale ja właściwie nie o tym chciałam, tylko o tej dyskusji na forum. 

Jedna z kobiet (tak, kobiet!) żarliwie broniła Łupaszki, nazywając jego zbrodnię „tragicznym wyborem” a jego samego bohaterem, który poświęcił życie dla ojczyzny. Zbrodni w Dubinkach dokonał w obronie narodu.

Brzydzę się takich obrońców narodu i gardzę tymi, którzy ich usprawiedliwiają.

I chodzi mi właśnie o tę wspomnianą na początku podmiotowość.

Litwini zamordowali NAM (czytaj Polakom) kobiety i dzieci to my (czytaj Polacy) w odwecie zabijemy IM kobiety i dzieci. Litwini to zbrodniarze a Polacy to bohaterowie zmuszeni do dokonania tragicznego wyboru. Kobiety i dzieci w obu przypadkach biernik. Kto by się tam biernikiem przejmował. Liczą się my i oni. I my i oni to w tej retoryce żołnierze. Na służbie. Na wojnie. A kobiety i dzieci to tylko zasób, karta przetargowa, pozycja na rachunku, który przyszło żołnierzom zapłacić. Męska rzecz. 

Zrozumiałabym, gdyby w odwecie Polacy wytropili oddział litewskich bandytów i ich zabili. To by się mieściło w moim rozumieniu zemsty. Taki odwet rozumiem. Ale zabić dziecko? W odwecie? Łatwo i bezpiecznie, bandyta jeszcze by oddał.

W świecie wciąż pokutuje zupełnie zezowaty schemat, sądząc po dyskusjach o tzw. żołnierzach wyklętych. Sądząc też po całej debacie publicznej wokół gwałtu, aborcji, molestowania, równouprawnienia i alimentów. Wszystko chuj.

Kiedyś się dzieliłam tym skeczem Halamy   https://www.youtube.com/watch?v=fGMY_YGje1U

Nadal mnie nie śmieszy. 

Nie będę dalej pisać, bo się denerwuję.

 



 

 

dział łał

Zapisałam się na portal randkowy. To był strasznie głupi pomysł. Wierzę w sieć, mam przyjaciół z internetu wyrwanych i jeden wirtualny romans na koncie i zawsze uważałam, że to tylko inna forma kontaktu a jej istota pozostaje bez zmian. Otóż nie.

To wszystko przez Lolkę. Omal nie udławiła się sałatką ze śmiechu, kiedy przeczytałam jej kto się do mnie odzywa i zasadniczo odmówiła słuchania. Powiedziała, że jak tak będzie popadać w stupor to jeszcze jej się utrwali.

– Blog załóż – podpowiedziała

– Mam blog przecież, mam tam frustracje wylewać? – miałam wątpliwości

– Dział załóż

– Dział – łał – dodałam

– I dokładnie tak go nazwij – zadecydowała Lolka

 

——————————————————————————-

Nie, nie, nie. Nie zamierzam wyśmiewać tych, którzy w sposób mniej lub bardziej nieporadny szukają miłości, przygody czy innych doznań. I nie, nie chodzi o to, że faceci to idioci a ja taka ponad głupie portale randkowe. Chodzi o to, że jestem sfrustrowana korowodem  facetów zupełnie mną nie zainteresowanych. Owszem pytają czy sama śpię, jaki mam temperament i co mam na sobie. Ale bez względu na to, co napiszę, odpowiada im już ich wyobraźnia.

O sobie napisałam: wiek, wzrost, stan cywilny. Ateistka, pasjonatka filmowa. Zaznaczyłam, że nie zaczynam rozmowy o seksie i nie znoszę wąsów.

Tak wiem, że przyciągam wariatów, frustratów i pasjonatów (możliwe, że to rodzinne) ale ten mnie ogłuszył:

47 lat, mężczyzna, podlaskie. Szczupły wysoki, kawaler. Szuka kobiet, przyjaciół przygody. Nie wyklucza posiadania dzieci.

– Ciekaw jestem co byś powiedziała na relację z księdzem 🙂

– a kysz, a kysz

– aż tak źle? 🙂

– po co miałabym wchodzić w jakiekolwiek relacje z księdzem?

– by fantastycznie i twórczo spędzać ze sobą czas, a kontestacja poglądów może być twórcza dla dwojga

– „twórczo” „kontestacja poglądów” z księdzem się wyklucza. Jesteś księdzem?

– tak się składa, że jestem

– a jak ci się składa Twoja religia z portalem randkowym?

– bardziej z człowieczeństwem niż z randką, szukam kontrastów

– dla mnie to hipokryzja, poza tym jestem ateistką

– patrzenie przez pryzmat religii bardzo ogranicza spojrzenie na człowieka

– zwłaszcza jeśli się jest księdzem

Tu nastąpiło krótkie pitu pitu o tym jak to on chce tylko rozmawiać i być traktowany jak człowiek.

 

– wiesz, jest w sieci mnóstwo miejsc gdzie można spotkać ludzi i czuć się jak człowiek a nie jak ksiądz, mnóstwo miejsc, gdzie można dzielić pasje. Nie jest takim miejscem portal randkowy, gdzie odzywasz się do zadeklarowanej ateistki.

 

przeczytałem Twój opis i zainteresował mnie, wydaje mi się że z Tobą można porozmawiać na różne tematy o wszystkim, bo jesteś inteligentna

– no sorry, najwyraźniej nie masz zbyt wysokiego mniemania o mojej inteligencji skoro wciskasz mi teksty o „twórczym spędzaniu czasu”

 

– od dawna tu jesteś ? Jakie wrażenie?

– mam mieszane uczucia i nie jest mi miło. Nie brzmisz szczerze. Nie mam pojęcia czego TAK NAPRAWDĘ oczekujesz.

 

– Ciekawych rozmów, szalonych pomysłów realizowanych wspólnie

– No to nie ze mną.

 

– a jakie Ty masz oczekiwania? Napisałaś, dużo o spontaniczności tak można z tego wywnioskować

(nie napisałam, bo nie jestem spontaniczna)

 

moja spontaniczność nie obejmuje spotykania się z księdzem, który nie słucha.

– a skąd wiesz, że nie słucham?

– nie czytasz, tego co piszę

 

– Czytam czytam. Mam nadzieję, że jeszcze uda się nam kiedyś porozmawiać, a może i poznać realnie. Dobrej nocy Ci życzę…



 

50lat, dyrektor, w separacji

 

– chcę pokochać się z Tak piękną kobietą

– nie zaczynam znajomości od seksu

– a ja tak, bo jak mam mieć oziębły z czekającą na trzęsienie ziemi to sorry

– nie zaczynam znajomości od seksu

– pokochajmy się !!

– nie

– żałuj

Pozostałam nieutulona w żalu

—————————————————————————————-

38 lat, kawaler, szuka miłości, na zdjęciu z gitarą

– O! Chłopak z gitarą.

– dzisiaj już mniej gitary, więcej polityki

– Do jakiej partii należysz?

– do żadnej / sympatyzuję z partią ZMIANA dosyć często. Tak z grubsza – antyamerykanizm, antyglobalizm, patriotyzm, socjalizm / przez przeciwników nazwani są agentami Putina

– No masz! To nam politycznie nie po drodze. Ja raczej wierze w kosmopolityzm, liberalizm, feminizm, woluntaryzm.

Ale wzięły nade mną przewagę głosy w jego głowie.

 

– nie ma różnicy między PO, PiS-em, SLD, Kukizem, Korwinem i całą resztą – wszyscy są wrogami Rosji, zwolennikami żydowskiej lichwy i ponadnarodowych korporacji, nowoczesnego niewolnictwa, Korwin jest niby prorosyjski, ale ekonomicznie antyrosyjski

– mówiłam, że nam ideologicznie nie po drodze

– cały świat jest zadłużony na kosmiczne kwoty, których nie da się spłacić; pytanie – u kogo zaciągnięto ten dług, u Jowisza? tutaj nie ma mowy o ideologii, tu jest aksjomat – wałek gigant / bo za te długi odbiera się ludziom wszystko co mają i przepędza z miejsca na miejsce, aby każdy był wszędzie obcy

 

– fascynujące

– no, grzebanie po śmietnikach i przymusowy exodus za granicę są fascynujące / w PRL-u ludzie żyli skromnie, ale godnie / nie musiałaś pracować po 12 na dobę, żeby w ogóle przeżyć

 

 

Kurtyna

„Boże, jaki piękny wieczór”



wałęsa się strach po ludziach?


Mam klienta, którego bardzo lubię i z wzajemnością. Branża produkcyjna, zatrudnia 40 osób, płaci im przyzwoicie i  jawnie, nie kantuje z czasem pracy, grzecznie wypłaca nadgodziny i wszystkie inne  kodeksowe dodatki, uczciwie szkoli z BHP i zatrudnia od pierwszego dnia. Jeśli mam być precyzyjna, to owszem wkurza mnie czasem swoją hiperpoprawnością i tym, że bywa naprawdę upierdliwy. To jedyna firma jaką znam, gdzie się „polecenie pracy w godzinach nadliczbowych” dostaje na piśmie. Serio.

Przyroda nie znosi próżni, więc akurat temu pracodawcy trafiają się kurioza pracownicze. Tacy, co mają najwięcej do powiedzenia o tym, o czym nie mają pojęcia. W innej firmie wyleciałby taki mądrala zanim by zdanie dokończył (takie firmy też mam), a tu się cackają.

To  u nich trafił się taki stachanowiec , co to pierwszego dnia pracy zaspał, drugiego wziął urlop na żądanie, trzeci dzień zignorował a czwartego przyniósł zwolnienie lekarskie. Pisałam o tym.

W tej firmie zmiana systemu wynagradzania (w wyniku której właściwie wszyscy  dostali podwyżkę) była operacja na duża skalę, bo trzeba było przekonać każdego pracownika z osobna do podpisania porozumienia zmieniającego. Wyobrażacie sobie, jak bardzo jest zepsuty rynek pracy?

Zmiana kodeksu pracy weszła w życie 22 lutego. Tenże klient (gorliwość 10) przygotował pracownikom zatrudnionym na czas określony informację o  tym, że ich okres wypowiedzenia umowy się zmienił (w większości wypadków wydłużył). Zwykła informacja. O zmianie na korzyść.  Mógł na tablicy ogłoszeń wywiesić, ale nie szczędził papieru.

– Nie będę niczego podpisywał – oznajmił twardo jeden z pracowników „i co mi pan zrobi”

Pan zadzwonił do mnie a ja parsknęłam śmiechem. Przepraszam. Ja nie wiedziałam, że aż tak.

Inna sytuacja.

W drugiej firmie mam kontrolę z ZUSu. Rutynową – za trzy poprzednie lata. Sprawdzają listy płac, deklaracje, umowy. Luzik. Jedna z osób jest zgłoszona do ubezpieczeń jako emeryt. Skrupulatna kontrolerka mówi, że nie maja takiego emeryta w swoje bazie.

– Pewnie jest emerytem mundurowym- mówię i dzwonię do współwłaścicielki firmy, żeby się upewnić.

– Ja nie wiem, czy ja mogę udzielić takiej informacji – zaskakuje mnie właścicielka. Ja się muszę skonsultować z prawnikiem.

Co jest na rzeczy?

 

A zupełnie z innej beczki.

Kota mam. Do schroniska nie miałam odwagi iść, ale mam znajomych pracujących w schronisku. I ja już wiem, na co się łapię. Na „nikt jej nie chce”. Tym razem złapała mnie Całka (na drugie Gala).

Całka gryzie, drapie, ma za złe i w ogóle jest nieprzysiadalna. Gala roztacza urok i ewentualnie jest skłonna pozwolić się wielbić. Ja raczej nie z tych, co służą, więc na ogół omijamy się z szacunkiem. 

 

Chodzi za mną taki trudny temat o zezie, strachu i nienawiści i mnie gniecie. Bardzo nie chcę się bać. 

 

 

 

 

nowy wpis, nowa sytuacja

Złamałam wszystkie ustalone zasady. Jem właśnie kolację i nie oszczędzam: trzy rodzaje sera, oliwki, pomidory, papryka, avokado. Otworzyłabym wino, gdybym miała. Trudno, zadowolę się whisky.

Nic na to nie wskazywało. NIC. Zjadła jak zwykle, ułożyła się w kłębuszku na moich kolanach jak zwykle. Zwyczajny leniwy wieczór. Chciała wstać, łapka jej się omskła i spadła z fotela. Rzut oka wystarczył, żeby ocenić sytuację jako poważną. Dwadzieścia minut później pani doktor w klinice weterynaryjnej stwierdziła zgon. Zawał? Zator? Udar? Helena zdechła na moich rękach.  Miałam kota, nie mam kota.

Jeszcze jestem bardziej zdumiona, niż smutna. Wróciłam do domu sama. Zdecydowałam się na kremację. I kolację. Z duchami.

 

 

 

nie wszystko czerwone czyli lampa bez trupa.

Zima mnie przełączyła w stan hibernacji. Nie słucham/nie czytam/nie oglądam wiadomości i nawet jeśli dopadają mnie echa wydarzeń rozmaitych, to nie na tyle, żeby się wysilić.

Aż tu nagle powracam na bloga łono (gdzie, mam nadzieję, jeszcze nie wszystkich wywiało) za sprawą żyrandola.

Znaczy imprezę pod żyrandolem robię

Rzadko przywiązuję się do przedmiotów, nie odziedziczyłam tego genu zbieractwa, który nie pozwala wyrzucić zepsutej wagi, starego siennika  ani łańcucha od krowy. Nie wyrzucam (a przynajmniej nie bez oporów) przedmiotów z historią.

Mój żyrandol ma swoją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Choć zupełnie tego po mnie nie widać jestem szósta i najmłodsza z rodzeństwa. Wielokrotnie opowiadałam historię o tym, jak to Mamut myślała, że klimakterium, a to byłam ja.  Najstarszy z moich braci – Tadeusz zakochał się nie po myśli rodziców. Ożenił się wbrew ich woli i z żoną uciekł na Śląsk. To były wczesne lata siedemdziesiąte, na świecie już wprawdzie byłam, ale jeszcze bardziej mnie zajmowało wyjadanie psu z miski niż skandale rodzinne. Dzidka – żona Tadeusza była osiem lat starsza i to był jej grzech. Mamut jej nigdy tego grzechu nie odpuściła.

Pierwszy raz miałam okazje poznać brata (już po śmierci ojca) kiedy pojechałyśmy z Mamutem do niego na Śląsk. Późny Gierek, u nas pomruki nadchodzącego kryzysu a dla górników było wszystko. Pierwszy raz w życiu widziałam i jadłam banany.  Na pamiątkę dostałam ten właśnie żyrandol. Już wtedy nie był nowy, ale zachwycił moje dziecięce serduszko. Nie jest to standardowy prezent dla 10-latki ale dla mnie był on jak wrota do krainy Szeherezady.

Zawisł w moim pokoju.

Brata widziałam jeszcze zaledwie kilka razy w życiu. Nie znam go zupełnie, kocham, ale nie wiem, czy lubię. Wiem, że gdzieś tam trwa. Ludzie mówią, że z tą samą i tak samo kochaną żoną.

Żyrandol przetrwał nastoletni bunt (cudem nie pomalowałam na czarno), moje małżeństwo i trzy przeprowadzki. Po śmierci Mamuta wynajęłam dom i lokatorom kazałam dbać o kota i uważać na żyrandol. Zdjęli go, bo zaczął stwarzać zagrożenie. Miał tak stare przewody, że kruszyły się w palcach.

Kiedy w zeszłym roku sprzedałam dom i kupiłam mieszkanie w Olsztynie, opowiadałam wszystkim, że jeszcze nie czuję, że jest moje, ale widzę potencjał. Urządzam się powoli i uważnie. Przy przeprowadzce odszukałam żeliwne zwłoki, ucieszyłam się, że klosz cały i zabrałam ze sobą na nową drogę.

W pracy mam takiego klienta, który pracuje jako „pogromca usterek” a w mieszkaniu niestety nie wszystko da się jednak naprawić pilniczkiem do paznokci. Kiedy przyszedł obejrzeć zmywarkę do naczyń, bo odmówiła współpracy, to rozgadaliśmy się o rzeczach mających wartość sentymentalną. Przyniosłam żyrandol.

– Zobaczę, co da się zrobić – obiecał pan Tomasz

Wczoraj przyniósł paczkę  do pracy.

– Działa – ogłosił od progu – chciałem go trochę odnowić, ale zaniechałem. Pomalowany na świeżo straciłby charakter, a tak jest lepiej. Chciałem nawet kable zaśniedziałym drutem przymocować, ale nie znalazłem  odpowiedniego.  

Trochę byłam zawiedziona, że nie przywiózł do domu. W torbie żyrandol prezentował  się jak kupa złomu, pokraczna i niewygodna do transportu. Dziewczyny z pracy taktownie powstrzymały się do komentarzy. Wróciłam do domu, zmontowałam, zawiesiłam i mam. I czuję, że to jego miejsce.

– Mamuś, to jest najbrzydszy żyrandol na świecie – stwierdziła Lolka

– Jest cudowny i go kocham – odparłam – Zrobię imprezę specjalnie na jego cześć jak Alicja we „Wszystko czerwone”, a Ty nie będziesz zaproszona. I trup nie będzie zaproszony. 

– Ależ dobrze, dobrze – dziecko nie chciało się kłócić – możesz go sobie kochać, ile wlezie i robić imprezy na cześć. A jak Cię po śmierci skremuję, to zamiast do urny,  wsypię do żyrandola Twoje prochy.

– Świetny pomysł – klasnęłam w dłonie – To mnie zmotywuje do tego, żeby o niego dbać do śmierci. I trup będzie zaliczony.

Wspomniałam w pracy Justin, że dziecku się mój żyrandol nie podoba.

– Daj spokój, nie jest najbrzydszy – odpowiedziała dyplomatycznie – i podoba mi się jego historia. Większość ludzi o żyrandolu może powiedzieć tylko „kupiłam za dwie stówy w promocji”

Teraz muszę sobie dokupić ciężkie grube zasłony na okno i utkać dywan – mandalę. Zaczynam się czuć jak u siebie.

 

 

 

 

 

 

 

wszystko jest poezją

Wisława Szymborska
NIENAWIŚĆ

Spójrzcie, jak wciąż sprawna,
Jak dobrze się trzyma
w naszym stuleciu nienawiść.
Jak lekko bierze wysokie przeszkody.
Jakie to łatwe dla niej – skoczyć, dopaść.

Nie jest jak inne uczucia.
Starsza i młodsza od nich równocześnie.
Sama rodzi przyczyny, które ją budzą do życia.
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym.

Religia nie religia –
byle przyklęknąć na starcie.
Ojczyzna nie ojczyzna –
byle się zerwać do biegu.
Niezła i sprawiedliwość na początek.
Potem już pędzi sama.
Nienawiść. Nienawiść.
Twarz jej wykrzywia grymas
ekstazy miłosnej.

Ach, te inne uczucia –
cherlawe i ślamazarne.
Od kiedy to braterstwo
może liczyć na tłumy?
Współczucie czy kiedykolwiek
pierwsze dobiło do mety?
Porywa tylko ona, która swoje wie.

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita.
Czy trzeba mówić ile ułożyła pieśni.
Ile stronic historii ponumerowała.
Ila dywanów z ludzi porozpościerała
na ilu placach, stadionach.

Nie okłamujmy się:
potrafi tworzyć piętno.
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą.
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie.
Trudno odmówić patosu ruinom
i rubasznego humoru
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie.

Jest mistrzynią kontrastu
między łoskotem a ciszą,
między czerwoną krwią a białym śniegiem.
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi
motyw schludnego oprawcy
nad splugawioną ofiarą.

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa.
Jeżeli musi poczekać, poczeka.
Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
– ona jedna.