zespół parlamenrtarny

Na 460 posłów i 150 senatorów mamy w 163 zespoły parlamentarne. Jeśli potrzebujecie podnieść sobie ciśnienie bez kawy to poczytajcie czym się w pocie czoła zajmują nasi parlamentarzyści.

Oto wybrane:

Parlamentarny Zespół „Pakiet – Stop”
Parlamentarny Zespół „Stop ideologii gender!”
Parlamentarny Zespół Chrześcijański Ruch Społeczny
Parlamentarny Zespół Członków i Sympatyków Ruchu Światło-Życie
Parlamentarny Zespół Dobrych Zmian – DobreZmiany.org
Parlamentarny Zespół ds. Chorób Rzadkich
Parlamentarny Zespół ds. efektywnej regulacji gry w pokera
Parlamentarny Zespół ds. Kultury i Tradycji Łowiectwa
Parlamentarny Zespół ds. Leśnictwa, Ochrony Środowiska i Tradycji Łowieckich
Parlamentarny Zespół ds. Obrony Ideałów „Solidarności”
Parlamentarny Zespół ds. Obrony Wolności Słowa
Parlamentarny Zespół ds. Promocji Badmintona
Parlamentarny Zespół ds. Przeciwdziałania Ateizacji Polski
Parlamentarny Zespół ds. Referendum Ustrojowego
Parlamentarny Zespół ds. skutków działalności Komisji Weryfikacyjnej
Parlamentarny Zespół na rzecz Katolickiej Nauki Społecznej
Parlamentarny Zespół na rzecz Ochrony Życia i Rodziny
Parlamentarny Zespół Obrony Chrześcijan na Świecie
Parlamentarny Zespół Obrońców Języka i Literatury Polskiej
Parlamentarny Zespół Olimpijski
Parlamentarny Zespół Sportu na Wsi
Parlamentarny Zespół Świeckiego Państwa
Parlamentarny Zespół Tradycji i Pamięci Żołnierzy Wyklętych
Parlamentarny Zespół Wspierania Języka Esperanto

Ograniczę komentarz, bo cisną mi się słowa niestety nieparlamentarne.

dajcie żyć

– No nie wiem jak tobie, ale mnie to przeszkadza! – wypowiedziała się koleżanka o zakazie noszenia burek we Francji.

– Ja też uważam, że dyktowanie komukolwiek, w co ma się ubierać, to zamach na wolność – poparłam ją żarliwie

– Ale co ty mówisz? Mnie te burki przeszkadzają i dziwię się, że taka z ciebie feministka i tobie nie przeszkadzają – i pouczyła mnie – to przecież zniewalanie kobiet.  Jak teraz na to pozwolimy to za 50 lat będziesz się czuła obco na własnym osiedlu.

AHA

Już czuję się obco wśród osób, które „wiedzą lepiej” jak mam żyć, z kim seks uprawiać i jak, w jakiego boga mam wierzyć, co nosić na plaży, gdzie i kiedy dziecko karmić, w jakiej roli społecznej mam się spełniać. Zawsze znajdzie się ktoś kto MA ZA ZŁE, że dziecko płacze, pies szczeka, ktoś w sandałach chodzi. Wśród tych „ktosiów” nikt jeszcze burki nie nosi, najwyżej sutannę.

Najlepszy sposób na radzenie sobie ze wszystkimi problemami świata to najwyraźniej dyscyplinowanie kobiet. Kobieta ma stać otworem, służyć i brać odpowiedzialność, za przemoc, terroryzm, partnera i dzieci i samopoczucie wszystkich obcych w przestrzeni publicznej.  Rodzić pod przymusem, ale jednak nie rodzić jak chce skorzystać z in vitro, piersią karmić, ale tak żeby nikt nie widział, cycek „nie wywalać”, dupy nie pokazywać, bo to zaproszenie do gwałtu, głowy nie zasłaniać, no chyba że zasłaniać, bo się papież zgorszy.

Francja ma 66 milionów  mieszkańców. W tym ok 5 milionów to muzułmanie. 7,5 %. W tym ok 2 tysiące kobiet nosi burki. Dwa tysiące. To nawet promil nie jest. Może się po prostu od nich odczepcie. I od wszystkich innych też. 

 

 

 

 

zalążek

Melduję posłusznie, że piszę „Wariacki gen” (tytuł roboczy):

 

13 kwietnia 1908 r. o godzinie siódmej wieczorem Gazeta Lwowska* wydała dodatek nadzwyczajny i informujący  o  śmierci Namiestnika Galicji, hrabiego Andrzeja Potockiego. Namiestnik został zamordowany dzień wcześniej podczas audiencji,  na której zamachowiec strzelił do niego z rewolweru czterokrotnie.  Ranny Potocki zdążył jeszcze wydać ostatnie dyspozycje urzędowe, podyktować testament, wyspowiadać się  i pożegnać się z ukochana żoną słowami  „Tyś była moim słońcem światem i szczęściem przez całe życie”. Zamach na Namiestnika Galicji  wstrząsnął opinią publiczna w kraju i za granicą a tymczasem w domu Bednarczyków  nie mniejsze poruszenie wywołał fakt, że najstarsza córka Ksenia nie chciała iść za mąż.

 – Gdyby ojciec nie był dla ciebie taki  miękki to byś mi taką niewdzięcznością nie odpłacała – perorowała matka chodząc wzdłuż  pokoju  przed siedząca na sofie Ksenią. Cztery kroki w jedną, cztery kroki w drugą i tak energicznie robiła zwroty, że jej się spódnica zawijała wokół  kostek – I proszę! Anarchia we własnym domu!

– Powiedz coś jakżeś ją tak rozpuścił jak dziadowski bicz

– Duszko…

– Nie duszkuj mi teraz bo mnie tu zaraz co zadusi na miejscu – przerwała energicznie, wiedząc, że wsparcia się nie doczeka –  Musiała mnie matka przekląć i dlatego mnie los taką córką pokarał.

 – Do szkół bym chciała? – cicho ale twardo oświadczyła Ksenia

– Czyś ty zdurniała całkiem od tych książek? Po co do szkoły? Już ty szkoły masz aż nadto. Niczego dobrego się z książek nie nauczysz. Jak chcesz się uczyć, to na ręce gospodyni patrz,  żebyś umiała obiad wydać. Ja już siły do ciebie nie mam. Mnie już wstyd przed ludźmi. Żebyś ty chociaż jaka krzywa była albo sucha, to by mnie chociaż  żałowali. A tak to się śmieją, że taka dumna byłam , że  najładniejsza panna w okolicy i  siedzi na koszu,  bo żem nie umiała do rozumu przemówić.  Do grobu mnie wpędzisz  i jak ci matki zabraknie to zrozumiesz coś narobiła.  Głupiaś jak but i nic nie rozumiesz. Kiedyś to inne czasy były.  Gdzieżbym ja się matce ośmieliła w oczy patrzeć i okoniem stawać. Toż by mnie grom z jasnego nieba na miejscu trafił za taki ciężki grzech. Teraz to się młodym w głowach poprzewracało.

Ksenia miała 16 lat i charakter.

– On jest stary i jakiś taki na twarzy czerwony. Ojciec mówili, że nie muszę,  jak nie chcę. A ja go nie chcę! – odpowiadała zupełnie bez respektu.

 Owszem siedziała z grzecznie złożonymi rękoma, kontrast stanowiąc dla żywo gestykulującej matki, ale ani na chwile nie spuściła głowy i za matką wodziła wzrokiem.

– Zatłukę tego twojego ojca, jak mi bóg miły! – pomstowała matka pod nosem – nie odzywa się jak trzeba a jak nie trzeba to tylko tym jęzorem szkód narobi! Niby uczony  a głupi jak but. Ja od razu wiedziałam, że z tego twojego łażenia za ojcem  i przesiadywania w bibliotece to nic dobrego nie będzie i doczekałam się – Nikt cię siłą do ślubu wlókł nie będzie, chociaż gdyby to ode mnie zależało… – ugryzła się w język, bo już wiedziała, że groźbą rady córce nie da.

–  Nie musisz, dziecko drogie – zmieniła nagle  front –  ale masz chcieć za niego iść.

Matka przysiadła na sofie:

–  Jak  mam ci do rozumu przemówić? Ja bym matkę  po rękach całowała z wdzięczności. Chłopak może niewyględny, ale to tylko atut,  podziękujesz mi jak już mężatką  będziesz.  Zalety męża nie na wystawie, tylko na zapleczu mają być.  Wspomnisz matki słowa. Stateczny,  trzydziestkę skończył,  niczego mu nie brakuje i rodzina porządna. I cię chce. Mogłabyś żyć, jak zechcesz, bo ulepisz jak glinę. Może ci się nawet uczyć da. Czy ty myślisz, że ja bym ci na źle chciała?

 Niespełna miesiąc później,  kiedy Galicja żyła skandalem  wywołanym przez  Irenę Solską, która wyszła  nago na scenę teatru w Krakowie, Ksenia została narzeczoną aptekarza Piotra (poszukać  nazwiska).

 Ślub wyznaczono na drugi dzień Bożego Narodzenia jeszcze w tym samym roku.  Przyjęcie weselne było skromne a dwa dni później wieczorem, prawie w noc łomotanie do drzwi postawiło na nogi cały dom. Myśleli wszyscy, że pożar i już mieli dzieci budzić, ale w drzwiach pokazała się  potargana cała i garderobie w nieładzie Ksenia:

– Nie wrócę do niego choćbyście mnie kołem łamali. Albo mnie przyjmiecie, ale tu zaraz jak stoję na tory pójdę.

Nie powiedziała więcej mimo zaklinania i płaczu jakby się zacięła. W końcu dali spokój i wezwali księdza. Kapłan odpowiednio przekonany podjął się unieważnienia sakramentu jako  non consumatum. Coś musiało być na rzeczy, bo porzucony mąż nie protestował i nawet jakby wdzięczny Kseni za milczenie był.

28 grudnia 1908 r. Messyna i Regio di Calabria dotknięte zostały trzęsieniem ziemi tak potężnym, że wstrząsy wywołały tsunami, a kilkunastometrowa fala, która uderzyła przed świtem, porwała jedną trzecią  mieszkańców. Kataklizmu pochłonął ponad 80 tys. ofiar śmiertelnych.
Messyna nigdy nie odzyskała dawnej świetności, przez wiele lat Włosi nazywali ją Martwym Miastem. A matka Kseni dziękowała  Bogu za zagładę, dzięki której nikt nie zawracał sobie głowy porzuconym aptekarzem, ale do Kseni nie odezwała się do końca życia  nazywając ją „martwą córką”.

* http://jbc.bj.uj.edu.pl/dlibra/plain-content?id=32782  Gazeta Lwowska

 

 

Bez redakcji, bez korekty, pierwszy szlif. I co myślicie?

niech ktoś zatrzyma ten świat

Tak zasadniczo owszem jestem całym jestestwem ateistką i jestem antyklerykalna. I feministką jestem z całą pewnością i humanistką.  To ostatnie chyba najbardziej kruche, bo łatwo stawiać na ludzi w dyskusji akademickiej. Trudniej, jak się ma do czynienia z ludzką ignorancją czy małostkowością. A najtrudniej, kiedy się wiarę w siebie traci.  Życie między ludźmi sprawia, że zawieszam na gwoździu swoje przekonania  i człowieka staram się oceniać bez uprzedzeń. Z akcentem na „staram się”, nie jestem święta.

Znam i bardzo lubię jednego gorliwego katolika, konserwatystę i wyborcę PiS. Lubię z nim rozmawiać o polityce. Bardziej tej małej i lokalnej, bo tu się zgadzamy w wielu kwestiach niż o tej na poziomie kraju, bo tu się kłócimy aż wióry lecą. Wierzcie mi, że szanuje on mnie i moje poglądy i nigdy nie ucieka się do nieuczciwych argumentów. Jest porządnym, uczciwym człowiekiem (znam jego żonę i dzieci, byłam jego księgową, to wiem), naiwnym, ufnym i pełnym wiary w ludzi (on mam takie samo zdanie o mnie). Jest dla mnie trochę egzotyczny, ale przez niego trudno mi założyć, że ci „po drugiej stronie” to banda tępych, zdegenerowanych troglodytów.

Moja Mamut była gospodynią na plebanii i śpiewała w chórze kościelnym, więc za blisko byłam i nigdy nie miałam szacunku do sutanny. Ale znałam w życiu dwóch księży, których ceniłam za mądrość, dobroć i pasję. I widziałam jak wiele robią w środowisku integrując młodzież i wpajając im tolerancję i miłość do bliźniego. Brzmi egzotycznie, co?

A z drugiej strony – jedna moja koleżanka, która ma  wyższe wykształcenie, jest oczytana, obyta w świecie, ma zawód cieszący się szacunkiem i zaufaniem społecznym, podziela moje  poglądy w wielu kwestiach – powiedziała mi wczoraj, że ona „nie ma nic przeciwko, ale…” jej zdaniem homoseksualizm to choroba, bo „NATURALNIE człowiek jest tak skonstruowany, żeby się rozmnażać”. Nawet mi się nie chciało polemizować. Powiedziałam tylko, że nie chcę się już z nią spotykać.  Ona ma prawo do swojego zdania, a ja mam prawo wyrzucić ją ze swojego życia.

Z mojej rodzinnej miejscowości odchodzi proboszcz. Przenoszą go gdzieś. Nie znałam go, ale znajomi mówili, że cudowny człowiek, ludzki, otwarty, ludziom pomagał. W zeszłym roku, po apelu papieża Franciszka zadeklarował, że plebania jest gotowa przyjąć rodzinę uchodźców. W czasie kampanii wyborczej nie agitował, w dniu wyborów kazał głosować zgodnie z sumieniem. Podobno na wniosek parafian go odwołali, ale ja w to nie wierzę.  Ja znam tych parafian. Nie przeszkadzał im pijaczyna zataczający się po miasteczku, nie przeszkadzał ksiądz , który zrzucił sutannę, ożenił się i tam z żoną został. Nie przeszkadzał taki, który dzieci na religii bił ani taki, który się bardziej za spódnicami niż za pieniędzmi oglądał. Kościół struktury polityczne tworzy i potrzebni mu ideowcy (nie mylić z idealistami)  do pracy u podstaw.

Wczoraj przypadkiem byłam na Starym Mieście i zobaczyłam żołnierzy, którzy chętnie pozwalali dzieciom brać bron do ręki. Tu więcej informacji o tym.  

Rajd Dragonów – to była olbrzymia gratka dla najmłodszych mieszkańców Olsztyna, ale również dla starszych miłośników sprzętu wojskowego – mówi Christopher Midura z amerykańskiej ambasady w Warszawie.

Naprawdę? Gratka? Pistolet w rękach dziecka to gratka? „Miłośnik sprzętu wojskowego”? Czy tylko ja widzę w tym absurd?

To świetna zabawa. To okazja dla olsztynian, aby poznać amerykańskich żołnierzy, a dla amerykańskich żołnierzy – okazja do poznania ludzi, których w razie potrzeby, będą bronić.

Naprawdę „świetna zabawa”? W wojnę się będziemy „bawić”? Czy tylko ja jedna na tym świecie czytałam książki o wojnie i widziałam filmy dokumentalne?

Przepis na wojnę Hermanna Göringa :

„To łatwe. Jedyne, co trzeba zrobić, to powtarzać ludziom w kółko, że są atakowani, oraz potępić pacyfistów za brak patriotyzmu i narażanie kraju na niebezpieczeństwo. To działa w każdym kraju”

to łatwe

to łatwe

to łatwe

Pikujemy w dół w sinusoidzie kultury.

 

 

 

 

 

 

dostęp do broni

Po masakrze w Orlando rozgorzała w niektórych środowiskach dyskusja o dostępie do broni.

Ktoś przytoczył badania, że dostęp do broni zapobiega wielu przestępstwom. Dotarłam do źródła.  Badani byli przestępcy w więzieniach w USA i zadawano im miedzy innymi pytania „czy powstrzymaliby się od napadu, gdyby podejrzewali, że ofiara może mieć broń”. Więźniowie. W Stanach. No jakoś się nie powstrzymali.

 

To naprawdę budujące, że zwolennicy łatwiejszego dostępu do broni wierzą, że gdyby mieli broń to :

– strzelaliby lepiej i celniej z zaskoczenia niż przygotowany na strzał potencjalny przestępca

– nie zaczęliby strzelać do niewinnych ludzi

– uchroniliby się od przypadkowego użycia broni

– ochroniliby swoje dzieci przed przypadkowym użyciem broni

Charles Bronson mógłby im buty czyścić

Piękna to wiara ale naiwna bardzo.

Naprawdę czulibyście się bezpieczniej z bronią i ze świadomością, że KAŻDY spotkany człowiek może mieć pistolet?

Ja bym wolała kamizelkę kuloodporną.  

A jeśli chodzi o prawo do obrony własnej, to jak to sobie wyobrażacie? Że uzbrojony przestępca podchodzi i wygłasza MONOLOG? 



 

strajk włoski

W olsztyńskim ZUSie remont sali obsługi klienta w związku z tym wczoraj trzy proste sprawy załatwiałam w pięciu (sic!) okienkach, jednej nie udało mi się załatwić. Oddzielnie zasiłki, oddzielnie renty, oddzielnie A1. Dwie wymagały konsultacji z kierownictwem. 

Gdybym wystąpiła o pozwolenia na broń, zadbajcie o to, żebym jej nie dostała.

wariacki gen

Moje drzewo genealogiczne zaczyna się od babki Olgi po mieczu i Kseni po kądzieli. Głębiej trudno mi sięgnąć, bo nie wiem, gdzie szukać . Obie babki wyszły za mąż  wbrew swoim rodzinom, uzbrojone głownie w charakter przeżyły dwie wojny światowe, odzyskanie niepodległości, odebranie niepodległości i wiele walk o kształt siebie. Nie wiem, czy się znały, nie ma to teraz znaczenia. I tak by się nie lubiły

Olgę zdążyłam poznać, Ksenię znam tylko z opowieści. Noszę w sobie te opowieści, dorzucam do nich historię moich ciotek, mojej matki, moich sióstr i swoją. Wszystkie te historie siedzą we mnie, kipią, mieszają się i mają wpływ. Chciałabym je opisać, złapać dystans, ale jeszcze nie umiem. Widzę siebie w tych wszystkich kobietach i widzę je wszystkie w mojej córce.

– Ty i te Twoje historie! – mówi przyjaciółka z mieszanką podziwu i niedowierzania 

Chętnie karmię się podziwem, choć sama czasem nie dowierzam. Waham się (nie jest to kokieteria), bo kobiety w mojej rodzinie* (wbrew temu, co usiłowała mi wmówić matka) to nie łagodne anioły z pokorą „niosące swój krzyż” i  może nie chciałyby, żeby je wywlekać na światło dzienne.  Waham się też, bo tam, gdzie w grę wchodzą emocje, relacje świadków, dramaty ludzkie, tam prawda jest kwestią interpretacji.

Historia moich przodkiń to moja historia, to mój dosłownie rozumiany matrix – macierz – macica. Źródło, sens i cel życia.

Wujek Ludwik powiedział mi kiedyś, jak wywołałam skandal rozwodem w rodzinie.

– Ani ty pierwsza aferzystka w rodzinie, ani ostatnia, zobaczysz.  Wszystkie jesteście Żółyniaczki, krew z krwi, nagiąć się żadna nie umie. Człowiek w twoim wieku myśli,  że  dzieci zawsze będą dziećmi a starzy zawsze byli starzy. Myśli też, że wszystkie rozumy zjadł i się rwie do pouczania. A tymczasem  córka, matka i babka z jednej matrycy odbijane. Kłamią wszystkie na potęgę – i twoja matka i twoje ciotki. Moja Rózia się wyrodziła,  łgać nie umie, wszystkim wierzy  i  dlategom ją wziął. A przed wojną to dopiero Żołyniaczki rozrabiały, niejeden chłop głowę stracił. 

Opowiedzieć Ci o babce Kseni?

* Szeroko pojętej rodzinie – i tej najtrudniejszej związanej łańcuchem DNA, i tej którą sobie sama wybrałam do życia, i tej wyrosłej z korzenia wspólnych doświadczeń.

piosenka prześladowcza

Jedno z ostatnich odkryć muzycznych dziewczyn z pracy to Kortez. Wszystkie zachwycone. Posłuchałam jednej piosenki, posłuchałam drugiej i zrobiło mi się wszystko na raz z naciskiem na „niedobrze mi”.

Nie, zdecydowanie nie lubię Korteza. Nie mogę słuchać tekstów, które śpiewa i uważam, że są szkodliwe.

Wiem, że mnie szukasz
Wiem, że podglądasz mnie
Za żaden skarb
Nigdy nie przyznasz się
Choć wiesz, mogłabyś mieć
To czego chcesz


Facet wie. Wie lepiej, co kobieta robi i czego chce. Najwyraźniej nawet wtedy, kiedy ona zaprzecza.

Wiesz, że cię widzę
Śledzę twój każdy ruch
Spokojnie czekam tu
Nie ruszę się na krok
Bo wiem, nim wrócisz znów
Nie minie dzień

 

„Widzę”?” „Śledzę każdy ruch”? Wystąpiłabym o zakaz zbliżania. Jakim prawem ktokolwiek miałaby mnie obserwować? Bo kocha? Nieprawda, nie wciskajmy naszym córkom takiego gównianego skryptu, że jak kocha to żyć bez ciebie nie może i jak on kocha to  ona już też musi. Nie czepiajmy się „Eli, co straciła przyjaciela” , bo „musi się nauczyć, że miłości nie można odrzucić”. Czepmy się „przyjaciela”, który nie słucha, poucza i ma za złe. Niech on się wreszcie nauczy, że kobieta to człowiek.

Miałam kiedyś prześladowcę. Szybko przeszedł z listów miłosnych do gróźb i wyzwisk. Potrafił użyć „kocham cię” i „zabiję cię” w jednym zdaniu na tym samym oddechu. Gdyby się wojsko o niego nie upomniało, to nie wiem jakby się skończyło.   Takie „zdobywanie” nie ma nic wspólnego z miłością za to bardzo dużo z pogardą i chęcią demonstracji przewagi. Nie dajcie się nabrać – to nie jest miłość. To nękanie. I łatwiej będzie to zrozumieć, jeśli wyobrazimy sobie nie przystojnego młodzieńca, który „tak kocha”, ale kogoś, kogo kijem od szczotki trudno było dotknąć. 

Powtarzasz
Nie, to nie ma szans
Nie, to nie ma szans
Nie, to nie ma szans
Nie, to nie ma szans
Skąd wiesz?
Może raz to sprawdź

Tu już mi mróz po plecach lata. Cztery razy facet konsekwentnie słyszy NIE. „Nie, to nie ma szans”. Czy jest tu jakieś pole na wątpliwości? Jakaś możliwość interpretacji? Nie ma. Dziewczyna mówi NIE. A ten pyta „skąd wiesz?” 

Nie uczmy chłopców, że kobiety nie wiedzą czego chcą, że jak mówią „nie”, to tak naprawdę znaczy „proszę nalegać”, nie twórzmy kontekstów sprzyjającym gwałtom. Uczmy chłopców, że nie ma nic przyjemniejszego od seks z osobą, której się pragnie z wzajemnością. Seks to nie danina, jałmużna, haracz ani nagroda pocieszenia.

Wiesz, że mam rację
Czekam na jakiś błąd
Czekam aż drgnie
Ta niewzruszona twarz
Daj znak
Żebym przed snem
Miał czym karmić się

„Czekam na błąd” A w komentarzach zachwyty. Naprawdę???  Ja to znam, ja to przerabiałam i nie życzę nikomu. To nie jest przyjemne. Ani trochę. Za to bardzo niebezpieczne.

Co roku w rąk partnerów ginie w Polsce 150 kobiet. Część z nich ginie dlatego, że wierzą w ten cały bullshit lansowany w piosenkach i filmach. Kto nie słyszał o zabójstwie „z miłości”? Jest ktoś taki?

Facet CHCE. Nie kocha, nie słucha, nie widzi w dziewczynie człowieka, bo się uparł. Śledzi, naciska, nalega, bo CHCE. I tylko to się liczy.

To niech wypiernicza na Marsa.


ciemny lud kupi

Mamut nazywała mnie kłamczuchą. Bardzo długo wierzyłam, że jestem kłamczuchą i nosiłam łatkę najpierw z poczuciem winy potem z dumą. Potem się czepiłam definicji.

Lubię definicje, bo uzmysławiają jak różnymi językami się posługujemy w ramach „wspólnego” języka. 

O sobie Mamut mówiła:

„Zawsze wszystkim prawdę mówię” – i „cierpię z tego powodu” dodawała

o mnie

„bo ty prawdy nie lubisz” oskarżała 

Nie lubię tej prawdy na sztandarach, bo moim zdaniem nie na sztandarach jest jest miejsce. Nie lubię prawdy nikomu niepotrzebnej. Nie lubię prawdy „oczywistej”. Nie lubię dokopywania komuś pod płaszczykiem prawdy.

Kłamstwo to dla mnie zaprzeczanie faktom. Jeśli jest a mówię, że nie ma, jeśli mam a mówię, że nie mam, jeśli robię a mówię, że nie robię, jeśli czuję a mówię, że nie czuję.

Nie jestem kłamczuchą.

Przez przypadek widziałam w internecie jak na gali w Opolu publiczność wygwizdała szefa Toalety publicznej. Kurski mnie brzydzi od początku swojej kariery politycznej ale muszę mu przyznać, że potrafi się ustawić. I nie jest to wyraz podziwu dla niego tylko rozczarowania ludźmi, którzy dają się kłamstwem medialnym karmić.

wyrzygawka

Cholera mnie bierze. Od reformy ubezpieczeń w 1999 roku każdy pracodawca ma obowiązek składania w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych co miesiąc raportów imiennych za pracowników. Co miesiąc przesyłane są informacje KTO? (imię nazwisko, pesel adres i dane osobowe wrażliwe) ZA CO? (jaka forma zatrudnienia) ILE ZAROBIŁ i jakie składki od tego zapłacił. Naprawdę. Trafia to do ujednoliconego systemu.

Największa baza danych w Polsce jak mniemam.

 

Mimo to ZUS życzy sobie od pracujących emerytów i rencistów zaświadczenia od pracodawcy. O przychodach. Z podziałem na miesiące.

I teraz Uwaga! Procedura jest taka (podobno):

  • Bardzo Ważna Pani w ZUSie dostaje  takie zaświadczenie
  • zamawia od Innej Ważnej Pani dane z deklaracji wcześniej wysłanych przez pracodawcę i …
  • porównuje!
  • Jak się nie zgadza o grosz czy dwa to uprzejmie pisze pismo z prośbą o wyjaśnienie rozbieżności. 

Rozumiecie?

Ja was zapewniam, że w ZUSie nie pracują  same tępe dzidy. Tam są osoby, które chciałyby lubić ludzi i swoją pracę. Naprawdę. Wielokrotnie szły mi na rękę wbrew durnowatym wytycznym.

Ale te wytyczne!

ZUS  i Urząd Pracy to dwie instytucje, które robią skok na puszczę białowieską. Ilość wymaganych oświadczeń i zaświadczeń dawno przekroczyła granice absurdu. Jednocześnie prawo jest tak skonstruowane, że daję takie możliwości do nadużyć całkiem w jego granicach, że doprawdy czasem żałuję, że jestem uczciwa. Nie wkurwiam się na tych co doją system. Wkurwiam się na system, który przepuszcza grube miliony a gnębi małych uczciwych płatników o grosze.

 

Szczerze nienawidzę tych pieprzonych zaświadczeń, bo szkoda mi mojego czasu na zajmowanie się nikomu niepotrzebnymi pierdołami. Szkoda mi lasu na gromadzenie papierów i wymianę korespondencji. Przy okazji czy ktoś mi wyjaśni dlaczego w naszych urzędach wciąż bardziej wiarygodny jest list analogowy od e-maila?  Dlaczego nie mogę załatwić sprawy w 30 sekund drogą elektroniczną tylko muszę drukować pismo w dwóch egzemplarzach i wysyłać listem poleconym?

Jedyna podstawa prawna, która wszyscy zgodnie podają to:

Zawsze tak było

PS. Głosowałam na PO w pierwszych wyborach, bo obiecali likwidację senatu i ograniczenie liczby posłów o połowę i jednomandatowe okręgi wyborcze.  Dla mnie to był pierwszy krok  do ograniczenia niepotrzebnej administracji. Pierwszy krok dobrej zmiany. No i doczekałam się!