Rzecz będzie o przeklinaniu, bo mnie zainspirowała moje-waterloo. Bardzo się z nia zgadzam i chciałabym dorzucić trzy grosze.
Czy ja klnę? I owszem czasem klnę a nawet przeklinam. Uwielbiam język polski we wszystkich jego barwach i staram się używać adekwatnie do sytuacji. A sytuacja czasem zobowiązuje.
sytuacja 1
Moja Mamut klęła przepięknie a mi zabraniała używać nawet słowa „cholera”. I ja przy Mamucie zaklęłam raz. Pisałam o niej wielokrotnie, wiecie, że była Dyktatorką. Gdyby była władczynią małego państewka, to panowałby w nim porządek idealny z egzekucją raz w tygodniu dla przykładu.
Otóż ta Mamut jechała kiedyś ze mną samochodem ze Słupska. W Słupsku byłyśmy z kilkudniową wizytą, gdzie odgrywała rolę idealnej babci pachnącej szarlotką, co musiało ją zmęczyć. W samochodzie zaczęła mi gadać. Nie rozmawiać, nie mówić do mnie, tylko gadać.
– Po co ty te światła palisz, jasno jest?
– Obowiązek jest
– Czemu ty do Torunia jedziesz? Ja nie chcę do Torunia?
– Mamo, do Olsztyna jadę.
– Ty nie rób ze mnie głupiej ja wyraźnie widziałam, że tam było napisane Toruń.
– Droga na Toruń, ale potem skręcimy do Olsztyna
Kilka minut później przy kolejnym drogowskazie, dostała jakiegoś zaćmienia i włączył jej się LAMENT.
– Co za dziecko, zupełnie mnie nie słucha, mówię, że do domu, a ta mnie do Torunia ciągnie i jeszcze kłamie, myśli, że ja głupia jestem, światła włączyła, jakby ślepa jakaś była. Ślepa i głucha i mogę tak mówić jak do ściany, dlaczego mnie bóg tak pokarał?
– Mamo, ja cię bardzo proszę, nie denerwuj mnie. Daję Ci słowo, że jedziemy do domu, najkrótszą drogą a światła nie ciągną paliwa.
– Wszyscy jadą bez świateł tylko TA ma fanaberię. Paliwa nie ciągnie, akurat, Czesiek mówił, że ciągnie
– Wszyscy jadą na światłach a Czesiek nie mówił, że ciągnie – starałam się być spokojna, ale łatwo nie było
– Czwarte: Czcij ojca swego i matkę swoją. To taki straszny grzech matkę okłamywać, ale ona boga w sercu nie ma i prawdy nie lubi. I czego ja się doczekałam za moje matczyne serce? „Nie denerwuj”! Do matki. Zupełnie bez szacunku. I ja tak mogę jak tym grochem o ścianę. Się nie będę odzywać, bo mi „nie denerwuj” powie. Słówkiem się nie odezwę, ale ona jeszcze zobaczy. Jak ja oczy zamknę, to jej wtedy matki zabraknie. I pożałuje, że mnie do Torunia wlokła.
I tu moi drodzy czerwona zasłona spadła mi na oczy. Zatrzymałam się akurat na stacji benzynowej, otworzyłam jej drzwi i rzuciłam krótko:
– Wypierdalaj
Ona wysiadła, ja odjechałam. Zawróciłam po kilkunastu kilometrach. Byłam przygotowana na płacz i histerię. Miałam przygotowaną mowę, że prowadzę, że mogę spowodować wypadek jak będzie tak gadać. Byłam gotowa przysięgać i przepraszać. Zajechałam pod stację. Wyszła z kawą i zakupami.
– Kupiłam Ci batonik, do łazienki nie chcesz? Czysto tu mają- zaszczebiotała jak gdyby nigdy nic.
Do samego domu była aniołem i nigdy przenigdy nie wypomniała mnie tego „wypierdalaj”. A była mistrzynią wypominania. To, że nie odrabiałam w szóstej klasie pracy domowej z matematyki wypominała mi dwanaście lat.
sytuacja 2
Moje dziecko długo wierzyło, że od przeklinania się się brzydnie (tak, wmawiałam dziecku takie rzeczy, ale w końcu o czymś kiedyś musi psychoterapeucie opowiadać). Potem ją chciałam wrobić w „treotralwe” lub „motylą nogę” ale się nie przyjęło. W trzeciej klasie podstawówki od Wojciecha Jagielskiego w jego programie Lolka usłyszała słowo „kuźwa” i użyła przy matce. Znaczy przy mnie, bo ona się nie kryła przede mną z emocjami.
– Córeczko najdroższa – powiedziałam jej – nie ma takiego słowa jak „kuźwa”. Nie ma też słów „kurna”, „kufa” czy inna „kuuuuwa”. Język polski jest piękny i nie nie ma żadnego powodu, żebyś zniekształcała tak piękny wulgaryzm jak „kurwa”. W pisowni przez „u” otwarte. „Chuj” też „u” otwarte i „ce-ha”. I ja cię bardzo proszę, jeśli już musisz zakląć, to klnij poprawnie po polsku i bierz za to odpowiedzialność. Te wszystkie „kuźwy” i „kufy” to są śmieci, a ja nie zniosę zaśmiecania języka. Wulgaryzmów nie używaj zamiast przecinka w zdaniu, ani wtedy kiedy nie wiesz, co powiedzieć. „Kurwa” ma podkreślać emocje, ma język wzbogacać a nie zubażać.
Lolka sobie wykład do serca wzięła i klnie poprawnie, w kontekście i w sytuacjach. Czasem mnie denerwuje ale odpuszczam jej. A raz nawet byłam dumna. Kiedyś, przy mojej znajomej, zagapiła się i wlazła w ogrodzenie. Nabiła sobie guza, stłukła okulary i zaklęła szpetnie:
– No, kurwa! Drugie okulary!
Znajoma się zgorszyła i postanowiła ją pouczyć
– Ach, jak nieładnie! Grzeczne dziewczynki nie przeklinają!
– Ja przeklinam – powiedziała spokojnie Lolka
Synowie znajomej, zwracali się do siebie pieszczotliwie „spadaj, cwelu”, do dziewczynek mówili „ssij mi”, co było komentowane czule:
– To tylko chłopcy. Wyrosną.
Nie sądzę.
sytuacja 3
Klnę na polskich serialach. Ostatnio oglądałam z Lolką odcinek „Prawa Agaty”. Córka poszła zrobić kawę a tymczasem na ekranie:
Facet, którego Agata uważa za przyjaciela, robi coś za jej plecami i wbrew jej woli, bo uważa, że tak będzie dla Agaty lepiej. Kiedy sprawa wychodzi na jaw, ona mu mówi : „Mówiłam Ci, że tego nie chcę” i wychodzi. On wychodzi za nią i urażonym tonem mówi:
– Agata, co ty wyprawiasz? – najwyraźniej oczekując podziękowania
– Co JA wyprawiam? – pyta zdziwiona Agata
– Spierdalaj – odpowiadam mu głośno ja i od razu wołam do córki w kuchni – Ty słyszałaś, co on jej powiedział??? Powiedział ” Agata, co ty wyprawiasz?”!
– Niech spierdala – odkrzykuje moja nać.
Epilog
I tu podkreślę, że ja owszem klnę i dziecko kląć nauczyłam, ale wulgarności unikam. Nie używam „kurwy” jako obelgi, nigdy, ani jako argumentu. Czasem nazywam facetów „chujami” ale wierzcie mi tylko wtedy, gdy zasługują. Nie lubię słów „wyjebane” i „zajebisty” i całej rodziny słowa „jebać”. Unikam. Pozwalam sobie na „pierdolenie” i „spierdalanie” plus pochodne ale nigdy w związku z seksem. Bywam „wkurwiona” i „kurwuję” (ostatnio częściej, bo śledzę to, co się w kraju dzieje) Znacznie rzadziej niż znani mi mężczyźni na tzw. poziomie. Bo soczysta „kurwa mać” w ustach faceta jest jak cygaro a kobiecie „nie przystoi”.
Mnie nie zgorszyło hasło „moja cipka to nie twoja broszka”. Zgorszyło mnie nazwanie protestu przeciw barbarzyńskiej ustawie „marszem czarnych cip”. Oburzanie się na dosadny język kobiet jest próbą dyscyplinowania nas i odsyłania na „swoje miejsce”. To miejsce, w którym „grzeczne dziewczynki nie przeklinają”.
– Ja przeklinam