wydało się

Całe życie mówię, że lubię ludzi z felerem. Przy czym od razu zaznaczę, że nie używam słowa feler w swoim znaczeniu. Rozumiem je raczej jako akcent. Lubię ludzi z akcentem, ludzi piegowatych, zezowatych, niewymawiających „r”, sepleniących, „dziwnie” ubranych i pozytywnie zakręconych i tym podobnych.

Otóż odkryłam, że ja też mam swój „akcent”. Wahałam się czy się przyznać, w końcu moja Mamut , która musiała o tym wiedzieć zadała sobie dużo trudu, żeby ukrywać to przede mną przez całe życie. Mogła się wstydzić.

otóż

mam

5 (słownie: pięć) palców u stóp

od razu powiem, że córka ma to samo, bo policzyłam jej paluszki zaraz po urodzeniu. Myślałam, że MA być pięć i nawet się nie zaniepokoiłam. Odkrycia dokonałam dzięki producentom butów. Najpierw się irytowałam, że trudno kupić wygodne buty, że to jakiś spisek, albo niechciejstwo albo próba zmuszenia ludzi, żeby dopasowali się do rozmiaru. Przyznajcie, że to by było niedorzeczne. Wiele razy czułam się w obuwniczym jak brzydka siostra Kopciuszka i popadałam w kompleksy. Aż tu nagle znalazłam prześliczne buty, ładniejsze o złotego pantofelka i zachciałam bardzo je mieć. Bardzo. Były piękne. I ciasne.  Pomyślałam,  że gdyby nie ten mały piąty palec u nogi, zupełnie niepotrzebny, jak piąte koło u wozu…

No i dotarło do mnie.

Ludzie mają cztery palce.

Idę poszukać na fejsie, ludzi z pięcioma palcami, może zdradzą mi skąd biorą buty. 

 

 

 

 


Dodaj komentarz